Wspomnienie z pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny w 1979 r.

Tuż po wyborze Ojca Świętego było rzeczą wiadomą, że Jan Paweł II bardzo chciał przyjechać do Polski. Bardzo się przygotowywał do tego wyjazdu. Traktował tę pielgrzymkę, tę podróż jako wyprawę serca, powrót z czymś do tego kraju, z którego wyrósł, który kochał i który w sercu zachował także tam w Watykanie. Całą pielgrzymkę Ojciec Święty przygotowywał przez dłuższy czas, sam napisał wszystkie przemówienia i nastąpił wreszcie ten moment, że się udaje do Polski.

Ja byłem wtedy rektorem Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie, z którego kard. Karol Wojtyła wyjechał na konklawe. Równocześnie pracowałem w Papieskiej Radzie ds. Świeckich. Ale mimo tych zajęć czułem, że powinienem być w Polsce, kiedy Papież przyjeżdża do Ojczyzny. I wybrałem się na tę pielgrzymkę. Chciałem bardzo być zwłaszcza na początku. Nie miałem możliwości być na całej pielgrzymce, na całej trasie, więc przyjechałem do Warszawy. Pamiętam dobrze to nastawienie prowincji całej, okolic. Przyjechaliśmy z diecezji łomżyńskiej dosyć liczną grupą i zauważyliśmy pewien niepokój władz, który wcale nie był bezczynnością, ale był mobilizowaniem sił antypielgrzymkowych. Nawet dekoracje nie były zbyt intensywne. Potem rozpuszczano różne wieści, np. że w Meksyku, gdzie Papież był, musieli zamówić ileś trumien, było  ileś dramatycznych wypadków. Czyli cała ta propaganda była nastawiona na to, żeby raczej nie było za wiele ludzi.

Na pl. Zwycięstwa przyjechałem może z godzinę wcześniej i stwierdziłem, że wcale nie był taki stłoczony. Byłem zdumiony, nawet zaniepokojony – bo tych gości było już trochę – co będzie dalej. Ale okazało się, że warszawiacy dopisali, przychodząc z trasy, gdzie witali Ojca Świętego. I tu nastąpiło pierwsze oficjalne spotkanie. Ojciec Święty pokazał cały kunszt tego, co ukrywał – nie zdołał ukryć swojej wiary, miłości do Pana Boga, zaufania do Ducha Świętego i promieniował tym właśnie, że ten jego przekaz miał w sobie coś dodatkowego. Ja siedziałem wtedy z takim księdzem z Ameryki, polskiego pochodzenia, który też bardzo przeżywał to pierwsze spotkanie z Ojcem Świętym w Polsce. Jan Paweł II zakończył właśnie tym słynnym wezwaniem Ducha Świętego na tę naszą ojczystą ziemię. W ten sposób zakończył się ten pierwszy etap pielgrzymki.

Właściwie pielgrzymka ożywiła się dzięki młodzieży akademickiej, bo na drugi dzień było spotkanie z Ojcem Świętym u św. Anny. Tam właśnie studenci z tą deklaracją podniesionego krzyża w dłoni jako deklaracją wyznania wiary, pokazali, że oni są jednak już na tej drodze intuicji odkrywania kontaktu z Papieżem bardzo zaawansowani. I tu wstąpił nowy duch. Wyjeżdżając z Warszawy, Ojciec Święty już widział Warszawę ozdobioną, okna pełne ludzi, pełne tych ozdób, widział już manifestację. I to dzięki Warszawie właściwie poszedł ten powiew na całą Polskę, że rzeczywiście ten Duch zstępował na tę ziemię i odnawiał jej oblicze.

Potem wróciłem do Rzymu, śledząc przez telewizję i radio całą pielgrzymkę i komentarze. Ale kiedy Ojciec Święty wracał do Rzymu, uważałem, że dobrze by było pojechać na powitanie. I pojechałem do Watykanu. Papież mieszkał wtedy w wieży Jana XXIII, ponieważ jego mieszkanie, jego apartament był w remoncie. Niewielu nas tam było, kilkanaście, kilkadziesiąt osób. To były pierwsze powroty, później już było niemożliwością się dostać na plac św. Damazego, żeby powitać Ojca Świętego, zawsze był tłum dziennikarzy i ludzi. A wtedy Ojciec Święty do wszystkich podszedł, wszystkich przywitał. I zagadnął nawet o to, co sądzę o tej pielgrzymce. Ja podziękowałem za tę pielgrzymkę, powiedziałem, że wysłuchałem tych przemówień. Papież pyta: Które cię najbardziej uderzyło, które ci się najbardziej podobało? Chciał po prosty wiedzieć, jaki jest odbiór jego słów. I powiedziałem wtedy szczerze, że to pierwsze – z Warszawy. Bo wydawało mi się, że ten pierwszy kontakt był taką eksplozją wnętrza papieskiego, które rzeczywiście zostawiało ślad.

Wydaje mi się, że trzeba, żebyśmy pamiętali o tym,  kogo reprezentował Jan Paweł II, czyją mocą on mówił, gdzie jest źródło jego mądrości, gdzie jest źródło jego siły. I sądzę, że właśnie poprzez jego nauczanie trzeba odkrywać w naszych czasach XXI wieku, trzeba odkrywać tego Pranauczyciela, tego Odwiecznego Nauczyciela, który ciągle jest żywy w Kościele, tylko czasami posługuje się ustami   jednego czy drugiego człowieka. W tym wypadku posłużył się ustami niezwykłego nauczyciela, oddanego, zjednoczonego z Matką Najświętszą i przez Nią z Jezusem i właśnie ten Jezus mówił. Myślę, że to trzeba mieć na uwadze i ciągle odkrywać to, co Jezus, co Duch Święty chce nam powiedzieć z tego papieskiego nauczania.

Inna rzecz, że jeśli w ostatnich latach Papieże powtarzali, że Kościół dzisiaj bardziej potrzebuje świadków niż nauczycieli, to trzeba powiedzieć, że wartość nauczania Jana Pawła II leży właśnie w tym, że on był świadkiem, że jeśli on mówił o sprawiedliwości społecznej, jeśli on mówił o bezinteresowności, jeśli on mówił o wierze żywej, o pobożności czułej w relacji do Matki Najświętszej, do Pana Boga, jeśli mówił o szacunku do drugiego człowieka – to on to wszystko w życiu stosował. Że to był człowiek bardzo bezinteresowny, żyjący kulturą i miał prawo o tej kulturze mówić, żyjący z tym ludem, dzielący jego dole i niedole i dlatego miał prawo być świadkiem niepokojów i bólów naszego współczesnego życia. I myślę, że warto dlatego poznawać te jego odczucia, ale ponieważ papieże są ludźmi, którzy mają kontakt z całym światem i mają tę nie tylko wrażliwość uniwersalną, ale także mają wiedzę szerszą niż ktokolwiek inny na ziemi… Ja niejednokrotnie to Ojcu Świętemu mówiłem: Niech Ojciec Święty powie, co myśli na taki czy inny temat, ponieważ ma wiedzę taką, jakiej inni ludzie nie są w stanie mieć – kontaktuje się z różnymi problemami z całego świata, ma także wizję dalszą. Z góry niejako widać bardziej perspektywicznie niż tylko w tym kontakcie bezpośrednim, dlatego niekiedy przestrogi Ojca Świętego są bardzo ważne, powiedziałbym niekiedy mrożące krew w żyłach. Chociażby przestroga o demokracji bez wartości, bez etyki, bez moralności, że to grozi totalitaryzmem, to grozi nowym wypaczeniem tych tęsknych oczekiwań człowieka. Więc myślę, że warto pamiętać, że Ojciec Święty Jan Paweł II w swoim nauczaniu miał nieco więcej do powiedzenia i że głębiej widział rzeczywistość, nie tylko od strony jakiegoś jednego wydarzenia, także jednego problemu czy jednego narodu. Dzisiaj żyjemy w świecie bardziej zglobalizowanym, w którym Kościół katolicki w sposób uniwersalny, powszechny żyje od 2000 lat, ale to nie tylko ta ekspertyza ludzka, to doświadczenie ludzkie jest ważne w przypadku Kościoła i nauczyciela kościelnego, jakim był Ojciec Święty. Także to, że to jest ta mądrość ludzka, także oparta o mądrość Bożą, że Papież jest również interpretatorem nauki Kościoła, nauki Ewangelii. Więc myślę, że warto na te przemówienia z pielgrzymki w 1979 roku spojrzeć z rozwagą, z odpowiedzialnością i z takim głodem duchowym, który pomoże we właściwy sposób z nich korzystać, wyciągając wnioski także na dziś i na jutro.

[Tekst nieautoryzowany za: Nagranie wideo – Pielgrzymka 1979 (realiz. 2009)]

 

2019-06-01T09:04:09+00:00 31 maja 2019|Inne|