Wybory do parlamentu sprawdzianem dojrzałości i sumienia narodu

Od Redakcji „Aspektów”: Publikujemy autoryzowaną wypowiedź ks. bp Józefa Michalika, Ordynariusza Gorzowskiego, wygłoszoną na zakończenie Mszy św. w kościele pw. Świętego Krzyża w Gorzowie Wlkp. dn. 28 września 1991 r.
Wypowiedź ta (a raczej fragment jednego zdania) przytaczana w wielu gazetach i czasopismach powołujących się na agencję PAP, wywołała ożywioną dyskusję prasową i liczne komentarze.
Jeżeli uznano, że jej treść powinna zostać rozpowszechniona, to nic nie stało na przeszkodzie, aby tekst opublikować w całości lub w części po uprzedniej autoryzacji. Takiego postępowania wymaga etyka zawodowa dziennikarza, zakładająca zarówno szacunek dla Autora wygłoszonego tekstu, jak i dla Czytelnika. Nie ma też żadnego powodu – jeżeli wykluczy się umyślną manipulację – aby dysponując materiałem nagranym w kościele, zawierającym pełną wypowiedź Księdza Biskupa, posługiwać się nim w taki sposób, jakby pochodził z podsłuchu.

 

Cieszę się z tego modlitewnego spotkania z Wyborczą Akcją Katolicką, ale cieszę się, że są tu obecni także przedstawiciele innych ugrupowań chrześcijańskich. Przyszliście tu zaczerpnąć duchowych sił. To nie jest instrumentalizacja Kościoła, jeśli z ważnymi osobistymi lub społecznymi problemami przychodzi się do Chrystusa, pod Jego Krzyż, aby zaczerpnąć mocy Bożych na ludzkie posługiwanie. To nie jest wtrącanie się Boga ani Kościoła w nie swoje sprawy. To jest obowiązek człowieka wierzącego – nieść i konfrontować z Ewangelią to wszystko, co stanowi o treści jego życia.

Jest tu wielu członków Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, korzystając z okazji, chciałbym raz jeszcze wam podziękować. Uczyniłem to już w liście do pana prezesa Flüügela, teraz chciałbym to zrobić osobiście. Na ręce pana profesora Wiesława Chrzanowskiego, założyciela i prezesa ZChN, składam podziękowanie wszystkim za to, że niejednokrotnie potrafili brać na siebie trud obrony tych wartości – chrześcijańskich i narodowych – które są dla nas najważniejsze; za to, że potrafili brać na siebie nienawiść, bo mówili klarownym językiem wiary i wartości Kościoła.

Myślę, że jest to nowa epoka, gdy świeccy poprzez odnalezienie własnego miejsca w Kościele, odnajdują swe miejsce jako katolicy świeccy w świecie; całym życiem dają świadectwo, kim są. Ideałem każdej partii i każdego stowarzyszenia społecznego czy politycznego będzie to, jeśli treść tej partii, program, założenia i członkowie – ich życie i postępowanie będzie szło w parze z prawdą. Takie świadectwo niejednokrotnie dali wasi posłowie, posłowie ZChN, w tym trudnym parlamencie.

Co prawda jestem pełen obaw przed tymi wyborami, że głosy katolickie się rozbiją. Trzeba nowej odpowiedzialności, odwagi i mądrości wszystkich, a jest jeszcze sporo czasu i można to zrobić. Źle by było, gdyby katolicki naród ponownie znalazł się w sytuacji, że ma być rządzony przez parlament niechrześcijański. To jest mimo wszystko wielkie niebezpieczeństwo.

Muszę to powiedzieć, bo nie czułbym się spokojny w sumieniu. Naród katolicki, który uczył inne narody w Europie, na czym polega tolerancja – już od schyłku XVI wieku – uczył otwarcia na inne religie, dawał wolność wszystkim: protestantom, muzułmanom, żydom; tę lekcję brał z Ewangelii i z Krzyża Chrystusowego. I dzisiaj nie trzeba się tego Krzyża Chrystusowego bać. On da nadzieję, że wreszcie zapanuje uczciwość, nie tylko fachowość, ale także uczciwość w parlamencie i w społeczeństwie, które jest chore. Nieraz mówię i nadal będę powtarzał: katolik ma obowiązek głosować na katolika, chrześcijanin na chrześcijanina, muzułmanin na muzułmanina, żyd na żyda, mason na masona, komunista na komunistę, każdy niech głosuje na tego, którego sumienie mu podpowiada. Taki będzie parlament, jaki zostanie wybrany. Natomiast trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie można zostawić tego pola spokojnie, powiedzieć sobie: to do innych należy. Jeśli nie będziesz wybierał, to zostawisz szansę innym, nie zawsze najlepszym.

Ojciec Święty w adhortacji apostolskiej „Christifidelis laici” powiada, że nic nie może zniechęcić świeckich od odpowiedzialności za politykę „ani oskarżenia o karierowiczostwo, o kult władzy, o egoim i korupcję (…), ani dość rozpowszechniony pogląd, że polityka musi być terenem moralnego zagrożenia, bynajmniej nie usprawiedliwia sceptycyzmu i nieobecności chrześcijan w sprawach publicznych (42)”. Katolik musi stać się sobą, także tam, na tym ważnym polu. I dlatego dobrze, że możemy się spotkać, że możemy się pomodlić, a może nawet przygotować na przegraną. Krzyż Chrystusowy na zewnątrz był znakiem przegranej, ale okazał się znakiem wielkiego zwycięstwa ducha, które okazało się twórcze; był Zmartwychwstaniem.

Jestem dobrej nadziei i cieszę się, że mogę do was o tym mówić, także w obecności zgromadzonych innych partii i stronnictw chrześcijańskich. Tu, w Gorzowie, potrafiły one już niejednokrotnie zjednoczyć się w imię wartości najwyższych: w imię krzyża w Radzie Miejskiej, w imię obrony poczętego dziecka.

Na naszych oczach toczy się haniebna dyskusja. Chrześcijański naród „zastanawia się”, czy uczyć swoje dzieci religii w ciągu jednej czy dwóch godzin w tygodniu. Komuniści też od tego zaczynali, aby skończyć na całkowitym wyrzuceniu religii ze szkoły. Widzimy, do czego to doprowadziło. Naród jest chory, toczony przez grzech pijaństwa, nieposzanowania cudzej własności, zabijania poczętych dzieci. Moralność jest pomijana w życiu prywatnym i społecznym. Nowoczesna laicyzacja, czyli bezbożnictwo jest wprowadzane w nasz naród różnymi kanałami.

Chcemy powoli i cierpliwie, wszyscy razem, odradzać w trudnych sytuacjach właśnie ten naród. To jest nasz naród, nie mamy innego i taki kochamy, Polskę – taką, jaka jest – mamy szanować, choćby była chora i pomarszczona, stara i brzydka – jak mówił kardynał Wyszyński – to jest jednak naszą matką, nie można jej nienawidzić i obmawiać po innych krajach. Trzeba jej pomagać i naprawiać, uzdrawiać i prowadzić do zbawienia.

Kościół nie może być jednak tylko pielęgniarzem zadanych narodowi ran. Nie może patrzeć bezczynnie na nowe niebezpieczne eksperymenty, jakim dziś ten naród ponownie bywa poddawany. Kościół musi być obecny przy narodzinach nowej rzeczywistości, aby nie była pozbawiona Bożego ducha. Nikogo nie wolno przekreślać, nikogo nie wolno potępiać; każdemu błądzącemu trzeba dawać szansę na przemianę. Trzeba czekać, lecz nie można być naiwnym i zadowalać się pustymi deklaracjami – trzeba żądać tych znaków przemiany. Jeśli ich nie ma, toc trzeba roztropnie i spokojnie do tych słownych deklaracji podchodzić.

Niech na te wasze obrady, które rozpoczynacie uczciwym, tak jak uczymy się od Chrystusa, poszukiwaniem nowych dróg, błogosławieństwo Boże będzie z wami.

2017-12-17T15:16:30+00:00 17 listopada 1991|Inne|