Z notatnika Księdza Biskupa Ordynariusza: Kartka z Paradyża

Pracownicy z Teglio Veneto w Paradyżu

O Polsce i jej problemach coraz głośniej słychać w różnych krajach. Ludzie szlachetni mają to do siebie, że na zasłyszane wiadomości próbują odpowiedzieć czynem. I stąd sama informacja o nieszczęściu staje się źródłem nadziei dla doświadczonych trzęsieniem ziemi Armeńczyków czy dla wyniszczonego przez antychrześcijańskie międzynarodówki Libanu.

 Rozeszły się szeroko wieści o trudnościach gospodarczych w Polsce, ale milczeniem pokrywa się w prasie fakt trudności Kościoła, z jakimi boryka się już dzisiaj każda parafia, każda instytucja kościelna. Pomyślcie, że według obecnych cen na utrzymanie Seminarium w Paradyżu potrzeba rocznie (nie licząc wydatków na remonty) 450 mln zł.

Opatrzność ma jednak swoje sposoby opieki nad nami. Nagle otrzymałem wiadomość z Teglio, miejscowości położonej między Udine a Wenecją, od dawnych znajomych z firmy budowlanej Achille e Werther Giuseppin (tych samych, u których zatrzymała się nasza ubiegłoroczna pielgrzymka z Koroną Matki Bożej Rokitniańskiej do Rzymu), że chcą przyjechać do pracy w naszym Seminarium.

Oferta była znakiem przyjaźni i życzliwości dla Kościoła, dla naszego Seminarium, ale z drugiej strony wiadomo, że nie można wykorzystywać ludzi… Ociągałem się z odpowiedzią… Oni jednak nie ustępowali, chcieli z całego serca włączyć się w dzieło odnowienia naszego Seminarium.

Ks. Jan Romaniuk, dyrektor administracyjny naszej Kurii, zorganizował przewóz pracowników i narzędzi z Włoch do Paradyża. Swoich włoskich parafian nie opuścił ich proboszcz Don Aldo Gasparotto, który po raz pierwszy gościł w Polsce. Czterech pracowników – współwłaściciel firmy Achille Giuseppin oraz Mario, Gigi… rozpoczęło pracę od układania posadzki z płytek terakotowych w nowych pomieszczeniach. Włochom dzielnie pomagali nasi klerycy (niektórzy z nich – jak zauważyłem – nie zmarnowali czasu na lektoracie i zupełnie dobrze radzili sobie z językiem włoskim), dostarczając cement i żwir na drugie piętro, lecz Włosi sami przygotowywali zaprawę. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda praca tych czterech ludzi. Przez pierwsze dwa dni ułożyli posadzkę w dużej auli liczącej 440 m2 (tak, czterysta czterdzieści metrów kwadratowych!). Swój dzień pracy zaczynali od Mszy św. i Komunii św. o godz. 7 rano. Później przystępowali do bardzo intensywnej i w skupieniu wykonywanej pracy, którą kończyli ok. godz. 23.00. Po kolacji lub przed spoczynkiem był wspólny różaniec ofiarowany za rodziny, bliskich, za Seminarium (Włosi są bardzo „rodzinni” i nie ukrywali wzrastającej tęsknoty za swoimi bliskimi).

W Paradyżu pracowali tydzień. Zostawili świadectwo solidnej, dokładnej i imponująco ofiarnej pracy. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. O wiele ważniejsza była jednak miłość, którą przynieśli w swych sercach dla naszego Seminarium. Odpłaciliśmy im modlitwą i błogosławieństwem dla nich i ich rodzin.

Tym błogosławieństwem obejmuję wszystkich pracujących w naszym Seminarium w ostatnich latach. Było ich wielu, każdy z nich zostawił tam coś z siebie samego, swoje chęci i umiejętności. Wszystkich niech Bóg ma w opiece.

Z serdecznym błogosławieństwem
Wasz Biskup

25 III 1990 RP

2017-12-16T21:12:34+00:00 25 marca 1990|Słowo|