Z notatnika Księdza Biskupa Ordynariusza: Kartka z podróży do Santiago de Compostela

Księża i biskup, którego poznałem w czasie podróży Ojca św. na Światowy Dzień Młodzieży, zaprosili mnie ponownie do Santiago w Hiszpanii. Miałem wygłosić konferencję do młodzieży akademickiej na temat roli Kościoła w przemianach społecznych w naszej Ojczyźnie.

Podróż była bardzo krotka – od niedzieli do środy. Właściwie, nie licząc podróży, na miejscu byłem pełne 2 dni. W kilku miejscach diecezji zorganizowano spotkania, a w sumie było ich 5. Zainteresowanie Polską ogromne, zwłaszcza życiem Kościoła, inicjatywami naszych katolików świeckich, powołaniami i trudnościami w ewangelizacji oraz perspektywami ekonomicznymi. Zdumiony jestem, że tym razem mało kto dopytywał się o politykę (widocznie informacje oficjalne są na tyle prawdziwe, że satysfakcjonują zapotrzebowanie).

Diecezja Santiago jest równa wielkością naszej diecezji, ma bardzo piękne położenie geograficzne nad Oceanem Atlantyckim i w sąsiedztwie Portugalii, a nade wszystko szczyci się grobem św. Jakuba Apostoła. To ten właśnie Jakub, zwany w Ewangelii „synem gromu” (Boanerges), syn Zebedeusza, a brat św. Jana wyraził gotowość męczeństwa razem z Chrystusem (por. Mk 10, 39). I dostąpił tej łaski. Na rozkaz Heroda Agryppy został ścięty w Jerozolimie około Wielkanocy roku 44. Tuż po Zesłaniu Ducha Świętego poszedł głosić Ewangelię do Hiszpanii (Compostela). Tam jego uczniowie sprowadzili potem ciało apostoła.

Santiago, po hiszpańsku znaczy św. Jakub. Całe miasto o niezwykłym średniowiecznym uroku, które dziś liczy ok. 60 tys. mieszkańców, w tym 50% studentów, zbudowane zostało wokół katedry, mieszczącej grób Apostoła. Ta dzielnica Hiszpanii nazywa się bardzo „po polsku””: Galicja. Tutejsi Galicjanie są bardzo dumni, że Ojciec św. Jan Paweł II, który już dwukrotnie odwiedził Santiago, powitał ich jako krewnych „Galicjan z Polski”. Życie religijne, płynie tu dosyć wartkim nurtem. W samym mieście jest kilka klasztorów kontemplacyjnych. Odwiedziłem Siostry Benedyktynki, które bardzo chciały dowiedzieć się czegoś o Polsce i o religijnej sytuacji na Wschodzie Europy. Obiecały modlić się codziennie za naszą diecezję, o nowe powołania i o gorliwość apostolską dla naszych świeckich. Powiedziałem im także, że bardzo byśmy pragnęli, aby i w naszej diecezji mógł powstać jakiś zakon kontemplacyjny.

Każdy taki wyjazd za granicę podejmuję z ciężkim sercem; nie lubię jeździć, ale wszystkie spotkania dają mi potem okazję przeżywania wielkiej prawdy: powszechności Kościoła i niemal dotykalnej obecności Ducha Świętego, ożywiającego serca chrześcijan jednakowymi uczuciami troski o wiarę, o Kościół, niepokojem i współczuciem o prześladowanych za Chrystusa. Ubogaceniem spotkania jest wspólna modlitwa, która dostarcza nowych sił w codziennym życiu.

Studenci z Santiago razem z ich duszpasterzem, ks. Franciszkiem, od kilku lat tworzą „ekipę” duszpasterstwa młodzieży. Są pełni niepokoju o los Kościoła i religii w społeczności, która coraz bardziej staje się świecka i coraz bardziej jest smutna, bo wśród dóbr wytworzonych przez ludzi ciągle nie można odnaleźć Boga i ciągle rośnie w cenie recepta na szczęście, na udane życie, na miłość prawdziwą i trwałą i na tyle innych problemów i spraw najważniejszych.

Pytali mnie bardzo często, czy i jak sobie poradzi Kościół w Polsce w nowych warunkach społecznych i politycznych. Nie miałem odpowiedzi na to trudne pytanie jak tylko świadectwo, że nie tylko ja, ale wielu moich księży i świeckich jest świadomych trudności, pełnych niepokoju, ale także ufnych, że „wspomaga Pan proszących Go szczerze”.

Łatwiejsze były inne pytania, np. o wpływ Jana Pawła II na polską drogą do wolności,
– o powołania kapłańskie i1 zakonne w Polsce,
– o katechizację i programy formacji wiary, o stan naszej gospodarki, ekonomii i nadzieje na poprawę (Hiszpania jest aktualnie jednym z bardziej dynamicznych gospodarczo krajów europejskich).

Z bólem, bo jakże inaczej, wymieniałem nasze bolączki sumienia i kryzysy miłości małżeńskiej, zabójstwa poczętych dzieci (istnień ludzkich), alkoholizm, drożyznę i trudności budujących kościoły parafii, trudności materialne wszystkich parafii. Ale także mówiłem o odpowiedzialności Europy za pokój przy aktualnych tendencjach do zjednoczenia Niemiec. Przypominałem ofiary, jakie poniosła Polska w czasie ostatniej wojny, prostowałem zafałszowania krzywdzące szczególnie o rzekomym, polskim antysemityzmie itd.
Z dumą wymieniałem nasze radości narodowe i diecezjalne: nadzieję po raz pierwszy realną na to, że poczujemy się w pełni wolni i pracujący mądrzej, uczciwiej i może w pełni na własne konto.

Mówiłem o Matce Bożej Rokitniańskiej i Koronacji, o wędrówce obrazu i „Przyjaciołach Paradyża”. Często prosiłem moich rozmówców o modlitwę.

Przy okazji stwierdziłem, ze Hiszpanie są bardzo maryjnym Kościołem (np. w miejscowości Pontevedra w odwiedzonym kościele zauważyłem, że na dziesięć istniejących ołtarzy, w siedmiu czczą Matkę Bożą pod różnymi tytułami).

Jedna rzecz mi się nie podobała: chodzą spać stanowczo za późno (zawsze po północy) i stąd rano znacznie później rozpoczynają dzień pracy (jest to wysunięty najbardziej na zachód kraj Europy) i dlatego nie pojadę tam na dłużej!

Całym sercem pozdrawiam w Panu Jezusie wszystkich Czytelników naszych „Aspektów”.

31 I 1990
(pisałem w samolocie na trasie Santiago do Compostela – Warszawa)

„Aspekty” R. 6 (1990), nr 4

2017-12-16T21:14:30+00:00 31 stycznia 1990|Słowo|