Z wiarą patrzymy na nasze czasy – homilia wygłoszona w Boże Ciało 2010

Przemyśl, 3.06.2010 r. Homilia Metropolity Przemyskiego wygłoszona na przemyskim rynku, przy II ołtarzu tegorocznej procesji Bożego Ciała.

 

W liturgii dzisiejszego dnia bardzo często pojawia się motyw nasycenia głodu. Jezus lituje się nad ludźmi, którzy idą za Nim – karmi ich chlebem i rybą. On, Bóg-Człowiek, wie, co to głód, co to pragnienie, i wychodzi na spotkanie człowiekowi. On, Boży Syn, jest uosobieniem miłości i troski Ojca o każdego z nas. Dlatego otwiera perspektywy, dlatego daje możliwości, byśmy na tej ziemi mieli chleb, pokarm, nie tylko ten doczesny, ziemski, ale i duchowy, którym karmić winniśmy naszą duszę, umysł i uczucia.

To wielka radość widzieć tak wielką rzeszę ludzi garnącą się dzisiaj, w Boże Ciało, do Chleba Życia, do Komunii świętej. To wielka tajemnica wiary, która pozwala wierzyć, widzieć i czuć, że jesteśmy jedno między sobą i z Nim, że przez Komunię świętą wszyscy – nawet ci, którzy nie mogli z jakichś powodów przyjąć Chleba eucharystycznego – jesteśmy w duchowej z Nim jedności. To wielka rzecz móc wołać razem z Nim: „Ojcze, spójrz na nas, odpuść nam grzechy, bo i my odpuszczamy; Ojcze, umocnij nas, daj nam chleba na każdy dzień; pomóż nam rozwiązać nasze problemy i pomóż nam przekroczyć bramy wieczności; pomóż spotkać Ciebie jako Ojca Miłosiernego i radować się kiedyś z Tobą obcowaniem wiekuistym”.

1. Eucharystia pokarmem życia wiarą

Dostąpimy szczęścia wiecznego, jeśli nie zaprzemy się wiary, jeśli naprawdę żywić się będziemy Jego słowem i Jego chlebem. Jezus ustanowił Chleb eucharystyczny: sam stał się Chlebem, byśmy Go w czystości sumienia przyjmowali. „Jeśli – powiedział – kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,51). Ten chleb jest więc po to, żebym i ja miał Jego życie w sobie, żebym był z Nim jedno.

Św. Tomasz z Akwinu mówił, że Jezus ustanowił ten sakrament jako największe swoje dzieło. Co więcej, przed tym, kto chce przystąpić do stołu eucharystycznego, stawia tylko jeden warunek – ma być godny. „Kto spożywa i pije kielich Pański niegodnie – przestrzega św. Paweł – śmierć sobie spożywa i pije, winien będzie Ciała i Krwi Pańskiej” (por. 1 Kor 11,27.29). Dlatego właśnie na początku każdej Mszy świętej przepraszamy, bijemy się w piersi, mówimy: „Boże, bądź mi miłościw, odpuść grzechy”. Dlatego idziemy do spowiedzi, obiecujemy poprawę, otrzymujemy przebaczenie. I chociaż może nieraz zaraz upadniemy, to mamy dobrą wolę intensywniej jednoczyć się z Nim, żeby żyć.

Nie do pogodzenia z naszą wiarą jest życie kłamstwem, nieczystością, nienawiścią, życie, które jest zaprzeczeniem Jego miłości, Jego przykazań, Jego nauki. To prawda, że Jezus tak umiłował świat, że został z nami, i ten, kto kocha, jest z Nim zjednoczony, jest silny, może przynosić dobry owoc.

Papież Benedykt XVI trochę ponad tydzień temu, w Zielone Świątki, mówił do wiernych: „Warto pozwolić się dotknąć przez ogień Ducha Świętego! Ból, jaki nam to sprawi – mówi papież – niezbędny jest do naszego przemienienia… Potrzebujemy ognia Ducha Świętego, ponieważ tylko miłość odkupią”. I spotkanie dzisiejsze z Chrystusem dokonuje się dzięki mocy Ducha. Wierzymy w to, bo Duch Święty dotknął naszych serc, co może sprawić ból; dobrze jednak, żeby nas zabolało, kiedy słuchamy Ewangelii – to dowód, że coś się w nas dzieje. Chrześcijanie nie są ludźmi bezgrzesznymi, są ludźmi dążącymi do bezgrzeszności, są ludem Bożym, którego mocą jest obecność Chrystusa i Ducha Świętego. Grzech więc powinien nas zaboleć, ale nie boimy się go, bo przez Chrystusa, mocą Ducha Świętego, pokonujemy go, pokonujemy słabość. Staramy się także o miłość, bo tylko ona odkupią. Papież mówi, że ból dotknięcia przez Ducha jest inny od bólu tego świata, bólu nienawiści, bólu przewrotności ludzkiej. Ten ból jest twórczy, twórcza była Chrystusowa śmierć, co prowadziła do zmartwychwstania, toteż on, jak tamta śmierć, ma nas prowadzić do pokonania naszych ludzkich słabości.

2. Święto chrześcijańskiego otwarcia

Dzisiejsze święto Bożego Ciała jest świętem otwarcia – idziemy na ulice z Chrystusem, bo On chce być przez nas obecny tam, gdzie żyjemy, gdzie pracujemy. Chrystus ukazuje tym sposobem swoją miłość do świata, który stworzył, a który my mamy uświęcać. Trzeba Go więc przyjmować, utożsamiać się z Nim i nieść do świata, dawać świadectwo, że On żyje w nas, że rodzi dobro. Tym są bowiem nasza życzliwość, miłość i uczciwość okazywane innym. To proste, a jednocześnie bardzo wymagające. Bł. Matka Teresa z Kalkuty tak mówiła o misji swojego zakonu: „Jak ksiądz podczas Mszy świętej dotyka Ciała Chrystusa, tak my jesteśmy wezwane, aby naszymi rękami w cierpiącym człowieku dotykać Ciała Jezusa i dawać Go wszystkim, których spotykamy”. Czy ja, gdy patrzę na drugiego człowieka, widzę w nim obraz Boga? To w istocie pytanie o miłość chrześcijańską. Jej znakiem jest moja dłoń, wyciągnięta w geście pomocy, i bynajmniej nie dlatego, żeby mnie chwalono, ale żebym Chrystusowi cierpiącemu w drugim człowieku, mógł przynieść ulgę.

To właśnie głębia teologii chrześcijańskiej: drugi człowiek obrazem Boga. I nie jest to żadna teoria, lecz prawda wiary, że przykazania miłości Boga i bliźniego są ściśle z sobą związane, że nie da się ich oddzielić. Rozwój miłości do bliźniego jest bowiem warunkiem rozwoju miłości do Boga, miłość do Boga zaś pomaga kochać drugiego człowieka, pomaga przebaczać, pomaga przeżywać z nim jego ból i troski.

Wychodzimy dzisiaj na ulice, żeby przypomnieć, że chrześcijanie mają zobowiązania wobec drugiego człowieka, żeby przypomnieć, że nie można pominąć obecności Ewangelii Chrystusa w strukturach tego świata. O to zaś toczy się walka. Wmawia się nam różne mity, przesądy, byle pozbawić świat głosu Chrystusa, byle wyeliminować ze świata życiodajne Słowo. Jeśli jesteś człowiekiem, który spotkał w swoim życiu Boga, potwierdzisz, że to Bóg prawdy, Bóg naturalnych praw, Bóg Dziesięciorga Przykazań, nie zaś, jak chcą niektórzy, Bóg subiektywizmu moralnego. Mówię o tym nie bez przyczyny. Słyszy się niekiedy: „Jestem katolikiem, ale jestem za tym, żeby kobieta miała prawo do zabicia dziecka; jestem katolikiem, wierzącym, nawet chętnie się pokażę w kościele przy różnych uroczystościach, ale jestem za «in vitro»”. Kościół w imieniu Chrystusa broni prawa naturalnego, bo jeśli dzisiaj pozwoli się na. dokonywanie poza prawem natury genetycznych manipulacji, to jutro będą to krzyżówki człowieka ze zwierzętami. Już dzisiaj jesteśmy świadkami tego, że rozwinął się światowy handel organami ludzkimi. Dlaczego? Ano, bo trzeba bogatemu dać zdrową nerkę, płuco albo serce…

Ludzie od zarania dziejów, o czym mówi Biblia, próbują po swojemu urządzać świat, ale prorocy zawsze przychodzili upominać się o Boże prawa. I dzisiaj takich proroków potrzebuje świat; nie tylko proroków w habicie, w sutannie, ale proroków w garniturze, w żakiecie. Jeremiasz przeciwstawiał się królowi, ilekroć ten zamierzał niewłaściwe kroki. Mówił tak twardo i mocno, że po każdym swoim wystąpieniu był wtrącany do więzienia. Ale to Jeremiasz miał rację, to Jeremiasz ratował naród wybrany. Dzisiaj toczy się batalia, żeby wyeliminować prawo Boga do obecności w świecie, do obecności w sercu człowieka, do obecności w naszych parlamentach, w naszym prawodawstwie. Jeśli uchwalimy prawa sprzeczne z prawem Bożym, obrócą się one przeciwko człowiekowi. Demokracja bez moralności, bez zasad, bez principiów przerodzi się w totalitaryzm… I znów przyjdą cierpienie oraz śmierć, znów przyjdą obozy koncentracyjne i obozy pracy, znów przyjdą dyskryminacja i eksterminacja. Dajmy więc posłuch, jeśli nie Bogu, to przynajmniej historii. Nie grzech, nie słabość człowieka wołają dzisiaj o pomstę do nieba, ale to, że ludzie chcą grzech nazywać postępem, że przemilczają zło, nierzadko nazywając je dobrem…

Świat współczesny ma jednak proroków w garniturach. Jednym z nich jest Rocco Buttiglione, Włoch, profesor prawa, który miał zostać członkiem Komisji Europejskiej w randze komisarza do spraw sprawiedliwości. Niestety, powiedział, co sądzi o prawie naturalnym, więc przepadł. Ale to on ma rację, nie ci, którzy go odrzucili. Ma rację, kiedy mówi, że małżeństwo to związek między mężczyzną a kobietą, że zabójstwo poczętego dziecka jest przestępstwem, obciąża sumienie, że nie można powiedzieć „jestem niewinny”, jeżeli głosowałem za prawem do zabijania, jeżeli to akceptuję. Także i w Polsce są przecież parlamentarzyści, którzy odeszli z najwyższych stanowisk, żeby ratować swoje sumienie. To właśnie prorocy naszego czasu i takich proroków trzeba szanować, takich proroków trzeba widzieć, trzeba im pomagać.

Także w naszych codziennych, życiowych sprawach, w naszych gminach, w miastach i województwach trzeba zauważać ludzi sumienia i trzeba im pomagać, by takimi ludźmi pozostali. Inaczej nie tylko nasz naród, nasze państwo, ale także świat cały zagubi się w kłamstwie. Sądzę, że trzeba to powiedzieć dzisiaj, kiedy przygotowujemy się do wyborów. Wybór prezydenta Polski to nie jest rzecz drugorzędna. Nie wolno nam akceptować drogi nieuczciwości, drogi moralnie pokrętnej! Dlatego domagam się od moich rodaków, żeby w tych i we wszystkich wyborach nie tylko głosowali, ale by wybierali człowieka kierującego się sumieniem. Jeśli ojciec czy matka w rodzinie nie kierują się sumieniem, nie budują swojej rodziny na zdrowej moralności, marny gotują jej los. Jeśli naród nie będzie miał przywódców, którzy potrafią bronić prawa naturalnego, prawa Bożego, prawa narodu do własnej historii, zginie; jeśli naród nie będzie miał przywódców, którzy potrafią mądrze łączyć nowoczesność z tradycją, nie rozwinie się nigdy. Potrzebni są przywódcy odważni, którzy w Warszawie będą decydować o losach naszej Ojczyzny, nie w Brukseli czy gdzie indziej.

Ważne więc, żebyśmy dawali świadectwo naszym przekonaniom. Trzeba się angażować, nie możemy najważniejszych decyzji zostawiać innym. Trzeba, żebyśmy wszyscy szli do głosowania i dawali nasz głos na uczciwego człowieka i uczciwe ugrupowanie. To jest budowanie społecznej przyszłości, także przez wierzących ludzi.

W „Niedzieli” [nr 23, na 6 czerwca 2010] przeczytać można ciekawy wywiad z profesorem Zdzisławem Krasnodębskim. Mówi on, że nie chce państwa skorumpowanego, które traci swoją tożsamość, w którym dawni tajni współpracownicy są sędziami, w którym jakaś grupka decyduje, kto jest wielkim pisarzem, a kto nim nie jest. My tego też nie chcemy, dlatego przychodzimy dzisiaj powiedzieć Chrystusowi o naszych niepokojach, ale i podziękować – w to święto otwarcia na świat – za dowody miłości do nas, do naszej ziemi, do naszych rodzin. Przychodzimy przepraszać Chrystusa za niedociągnięcia i modlić się, żeby ze swej ręki nigdy nie wypuszczał Ojczyzny naszej. Amen.

 

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-19T16:16:51+00:00 03 czerwca 2010|Homilia|