Zapłacz Matko Polsko – Przemówienie na zakończenie narodowej Mszy św. za Jana Pawła II

Na tym samym placu Zwycięstwa, pod tym samym Krzyżem Zmartwychwstania stanął 26 lat temu Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, aby powitać Papieża przybywającego do naszej Ojczyzny. Zmarły Prymas Polski zrobił to najpiękniej jak tylko to on potrafił, zaczął od słów hymnu „Gaude Mater Polonia”: „Raduj się, raduj Matko Polsko”. Czy dzisiaj nie powinniśmy powiedzieć: „zapłacz Matko Polsko, zapłacz Ojczyzno, skoro odchodzi najznakomitszy z Twoich Synów”? Nasze dzisiejsze spotkanie jest uroczystym pożegnaniem, w którym bierze udział Warszawa, miasto nieujarzmione, i bierze udział cała Polska, jak to widać z licznych napisów z różnych miejscowości tu przyniesionych. To pożegnanie ma wymiar spotkania w wierze, karmi się wdzięcznością za człowieka, którego Bóg postawił na naszej drodze i za to wszystko, co dzięki niemu przeżyliśmy, co otrzymaliśmy. Za to wszystko chcemy podziękować Bogu.

Karol Wojtyła wyszedł z polskiej rodziny. Wcześnie osierocony przez matkę dziecięce serce skierował ku ojcu i razem z nim ogrzewał, sublimował i umacniał swą miłość przy sercu Maryi, Matki Jezusa i  naszej. Tu ma źródło moc i czułość Jego ofiary, a może i całej Jego ludzkiej wrażliwości. Jan Paweł II był wielkim przyjacielem człowieka i  ludzi dlatego właśnie, że był wielkim przyjacielem Boga. Spróbujmy i my pamiętać o tym, próbujmy odbywać tę drogę od Boga do człowieka i od ludzi do Boga. Po to tu dzisiaj przyszliśmy. Wierzącym dziękuję za modlitwę za Tego, który przez 27 lat uczył modlitwy i modlił się za nas, a także dziś modli się za nami, uwielbia Boga, modli się o miłosierdzie dla świata. Niemającym daru wiary dziękuję za znak jedności ludzkiej. Znaki braterstwa ludzkiego są przecież niezależne od przekonania, są potrzebne i zawsze krzepiące.

Dobiega końca pożegnanie Jana Pawła II, najwybitniejszego Syna naszej Ojczyzny. Człowieka, który – jak sam o sobie mówił – wyrósł z polskiej chrześcijańskiej kultury, a który stylem swego życia ubogacił kulturę całego świata, bo ubogacił życie wielu konkretnych ludzi. On nie tylko czynił dobro, On umiał wydobywać je z innych, On uruchamiał dobro w  ludziach. W tych dniach cały świat dzięki Niemu odkrywa to i przeżywa namacalnie.

Nie zagrażał nikomu, ale i nikogo się nie bał. Wierzył i ufał ludziom, i dlatego z przebaczeniem, i miłością poszedł do zamachowca. Nie mógł inaczej, nie mógł, skoro kiedyś raz usłyszał: „Byliście w  więzieniu a przyszliście do mnie”. Do końca wierzył, że miłość zdoła otworzyć granice państw zamkniętych dla Niego i dla Kościoła. Ale najpierw musi się otworzyć ludzkie serce, musi się otworzyć na prawdę o  Bogu, o życiu po śmierci i na prawdę o pięknie życia codziennego, bo prawda i dobro, i miłość razem żyją, razem też umierają.

Styl, w jaki świat i Ojczyzna nasza przeżywają przez tych kilka dni chorobę i śmierć Jana Pawła II, mówi nam wszystkim, że warto ufać, warto kochać ludzi, że człowiek i dziś rozeznaje bezbłędnie, potrafi być wdzięczny, umie odpowiedzieć miłością na miłość. Dlatego dziękuję, żeście przyszli, Bracia i Siostry. Dziękuję za to zdumiewające świadectwo Warszawy i całej Polski. Naród, który się modli, staje się innym narodem.

Dziękuję Ks. Prymasowi za homilię, która stała się świadectwem i  podsumowaniem pontyfikatu. Archidiecezji warszawskiej, biskupom pomocniczym i wszystkim kapłanom dziękuję za przygotowanie naszego spotkania. Ks. Arcybiskupowi Nuncjuszowi dziękuję za obecność i udział w modlitwie, dziękuję konfratrom biskupom oraz kapłanom za udział w  koncelebrze. Serdecznie dziękuję wszystkim pracownikom środków masowego przekazu, dziennikarzom i redakcjom nie tylko za kulturę transmisji, ale i za serce, którego niekiedy nie potrafiliście ukryć. Dzięki temu staliśmy się uczestnikami katechezy umierającego Papieża, widzieliśmy jak blisko do końca Bóg był Mu Ojcem, a ludzie braćmi także w  cierpieniu, szczególnie w cierpieniu. Dziękuję Panu Prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej i Panu Premierowi, parlamentarzystom i rządowi za dzisiejszą i piątkową obecność przy zmarłym Papieżu Polaku. Szczególnym wyrazem jest w Polsce wolny od pracy dzień pogrzebu Jana Pawła II, umożliwiający wszystkim udział w żałobnych uroczystościach. Dziękuję Panu Prezydentowi Miasta i władzom Warszawy oraz służbom porządkowym i liturgicznym za pomoc w zorganizowaniu dzisiejszych uroczystości żałobnych. Serdecznie dziękuję przedstawicielom i  delegacjom braci w chrześcijańskiej wierze i braciom z innych wyznań. Dziękuję przedstawicielom świata kultury i wszystkim mieszkańcom Warszawy i Polski całej, którzy przez wszystkie lata pontyfikatu zachowywali to wielkie poczucie godności i więzi z Papieżem, który pokornie prosił o modlitwę za Niego. Dziś dziękuję za tę wierność mocniejszą niż śmierć. Dziękuję Wam, Bracia i Siostry, także za dzisiejszą obecność i modlitwę. Myślę, że powinienem dziś imieniem Zmarłego powiedzieć, że przebacza. On tym, którzy Go niesprawiedliwie krzywdzili. Niech odejdą stąd odnowieni, gotowi do naprawienia krzywd, duchowo odrodzeni. Niech wiedzą, że byli obecni w  Jego i Kościoła modlitwie.

Ostatnią refleksją niech będzie przypomnienie, że Ojciec Święty Jan Paweł II znał jak mało kto naszą ojczystą ziemię i kochał ją całym sobą. Był jej wierny aż do końca, kochał jej góry i morze, lasy i rzeki. Przy wszystkich okazjach wypytywał o ludzi i miejsca, które kiedyś raz poznał. Kiedy po ostatniej papieskiej wizycie delegacja Konferencji Biskupów Polskich z Ks. Prymasem i Kardynałem Krakowskim pojechała podziękować Ojcu Świętemu za odwiedziny Polski i za beatyfikację czworga błogosławionych w Krakowie, Papież przyjął delegatów w Castel Gandolfo. Był bardzo zadowolony z obecności gości, dziękował za zaproszenie do nowych odwiedzin. W pewnym momencie powiedział: „tak, to wszystko jest piękne, ale chciałbym jeszcze odwiedzić dwa miejsca. Obydwa są w  Bieszczadach”. Dziś odwiedza je wszystkie w całej Polsce za zezwoleniem swego Stwórcy. Razem z Trójcą Świętą podziwia piękno świata stworzonego i człowieka odkupionego. Ojczyznę ziemską, Polskę, z której zawsze był dumny, żegna słowami zatroskania, które sam kiedyś wypowiedział: „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością, abyście nigdy nie zwątpili, nie znużyli się i nie zniechęcili. Abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”.

Tak, Ojczyzna, która wydaje takich synów jest zdrowa, zdrowa mimo wszystko, a jej korzenie umacnia się wiarą, nadzieją i miłością. Oto testament Papieża Polaka.

2017-12-17T17:05:05+00:00 05 kwietnia 2005|Przemówienie|