„Zawsze czuję się łomżyńskim księdzem”

Ks. Paweł Bejger: – Księże Arcybiskupie, to kolejny pobyt na rodzinnej ziemi, w diecezji łomżyńskiej. Tym razem pobyt związany jest z przeżywaniem 40. rocznicy święceń kapłańskich. 40 lat służby, głoszenia Słowa Bożego, udzielania sakramentów świętych wiernym, pewnie niezapomnianych spotkań, rozmów, wrażeń. Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup dokonać pewnego podsumowania?

Abp Józef Michalik: – 40 lat kapłaństwa to cały mój i moich kolegów kursowych życiorys. Trzeba do nich jeszcze dodać sześć lat duchowych zmagań w seminarium łomżyńskim. Stamtąd bowiem wyszły i wpisały się w nasze życie „promienie”, które kształtowały i kształtują nasz każdy kapłański dzień. Wracam do początku studiów seminaryjnych, bo atmosfera, która wtedy otaczała uczelnię, kształtowała naszą późniejszą postawę wobec Boga, Ojczyzny, każdego człowieka. Liczne wizytacje władz państwowych, szykany, a z drugiej strony wspaniała postawa Księży Profesorów, którzy bronili Kościoła, pokazywała nam pewne wzorce do naśladowania. Oczywiście korzystaliśmy z tej pięknej „skarbnicy”. Należał do niej ks. rektor Józef Perkowski, nasz ojciec duchowny Mikołaj Sasinowski, ks. Bolesław Waldman, ks. Józef Wiśniewolski i inni. Każdy z nas mógł sobie wybrać profesora-wychowawcę, który mu imponował, zachwycił swoją postawą. Dziś cokolwiek robię, gdziekolwiek jestem, zawsze wracam pamięcią do tamtych lat, zawsze czuję się łomżyńskim księdzem.

– Kapłan wyświęcony w 1964 r. i kapłan wyświęcony w 2004 r. Duże różnice?

Istota kapłaństwa nie zmienia się. Ono zawsze ma wpisane zatroskanie o  chwałę Boga i troskę o zbawienie człowieka. Kapłan każdego czasu musi wiedzieć, że Jezus jest najważniejszy w jego życiu. Zmieniają się tylko warunki zewnętrzne, metody duszpasterskie, społeczne wyzwania. Przypominam sobie, jak na początku mego kapłaństwa walczyliśmy o punkty katechetyczne. To było wielkie zmaganie Kościoła z ateistyczną i  ateizującą władzą świecką. Walczyliśmy o przestrzeń nauczania, o  głoszenie słowa prawdy, o kontakty duszpasterskie i możliwość życia sakramentalnego dla funkcjonariuszy państwowych. Pamiętam te niesłychane i przeprowadzane z wielką wściekłością „naloty” paraliżujące katechezę. Ale jednocześnie takie zachowanie władzy powodowało, że ludzie do niej się zrażali. Po takich pseudowizytacjach wokół księdza gromadziły się dzieci, młodzież, rodzice. Tworzyli niesamowicie zgraną wspólnotę, która później przynosiła owoce w postaci ludzi głębokiej wiary, wrażliwych na krzywdę człowieka i gotowych do ofiar. Dzisiaj tę przestrzeń trzeba inaczej zdobywać. Jest ona ukryta głębiej, w sercach ludzi, ale i  obecnie możliwości jest bardzo wiele. Pomagają nam w tym dawne doświadczenia i sukcesy nowoczesnej techniki. Trzeba to tylko dobrze zagospodarować.

– Jaką rolę świeckich widzi Ksiądz Arcybiskup w tworzeniu dzisiejszych wspólnot?

Świeccy, ich pogłębiona wiara gotowa do świadectwa wśród ludzi, a także ich społeczne, mądre, a przy tym jednoznaczne etyczne działanie to właściwy kierunek pracy duszpasterskiej. Wiadomo, że sami kapłani wszystkiego nie zrobią, dlatego tak mocno o świeckich w Kościele upomina się Ojciec Święty. Świeccy powinni poczuć się żywymi członkami potrzebnymi Kościołowi. Odpowiedzialni za wiarę, powinni tworzyć zdrowe relacje z Bogiem i drugim człowiekiem. To jest, uważam, nowe, pilne wyzwanie, które stoi przed nami, i które nam zostało zadane przez Boga.

– Słuchając odpowiedzi, nasuwa mi się pytanie: Czy łatwiej było być kapłanem w połowie XX wieku, czy na początku XXI wieku?

Każde czasy mają swoje pola pracy, wyzwania, swoje trudności, i każde czasy mają swoje szanse. Wspomniałem już o niektórych trudnościach związanych z relacjami do władzy, one nie minęły, przybrały tylko inną postać. Kiedyś była to niemożliwość „oddychania” wolnością, pełnym uniwersalizmem Kościoła, manipulacje władzy w szeregach kapłańskich, ciągłe obietnice, których władze nigdy nie zamierzały zrealizować. Obowiązywała wtedy zasada: „coś za coś”. Dostaniesz pozwolenie na budowę kościoła, jeżeli… Dostaniesz paszport, jeżeli… Takie postępowanie nazywam niegodnym, odrażającym. Takie metody dotykały i nas – kleryków. Dlatego właśnie modliliśmy się, aby nie dać się upodlić, złapać w sidła kolaboracji, nieufności, podziałów czy nienawiści. W kształtowaniu obrazu dobrego kleryka, a później kapłana, pomagały nam odważne postawy księży, którzy dla Chrystusowej Ewangelii potrafili przezwyciężyć strach czy obojętność.

– A jak to wygląda dzisiaj?

Wydaje mi się, że dzisiaj spotęgowanym ograniczeniem jest słabość człowieka, jego rozwijający się indywidualizm, brak więzi prawdziwie braterskich, zbudowanych na wierze, egoizm, brak czynnej, ofiarnej miłości i materializm. Takie postawy zamykają przed nami wielką rzeczywistość nadprzyrodzoną, utrudniają osobisty kontakt z Bogiem, redukują poprawny obraz drugiego człowieka. Mówię to z doświadczenia, bo widzę, ile chrześcijanie (a ksiądz jest także chrześcijaninem) tracą, jeśli nie otworzą się na szerokie perspektywy, jeśli na co dzień nie przeżywają tego, co można by nazwać mistyką wiary. Róbmy częściej rachunek sumienia, myślmy naszą wiarą, podejujmy każdą decyzję umotywowani wiarą. Pamiętajmy, że prawdziwy sukces jest wtedy, kiedy to, co zewnętrzne, jest zgodne z tym, co wewnątrz, w sumieniu człowieka. W  naszym przypadku powinniśmy być niespokojni aż do momentu, kiedy będziemy w stanie powiedzieć za świętymi: „żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus”.

– Co jest dzisiaj największym kapłańskim wyzwaniem?

Jest ich wiele. Za jedno z podstawowych uważam uzdrawianie ludzkiego myślenia wiarą. Po drugie: życie w prawdzie. Popatrzmy, jak mocno w  naszej ojczyźnie zakorzeniło się kłamstwo, jak wielkie odnosi „zwycięstwa”. Ono może przynosi czasowe rzekome sukcesy, ale na dłuższą metę rujnuje relacje z Bogiem i z ludźmi, sieje nieufność, podziały. Boli mnie to codzienne dawanie fałszywego świadectwa o sobie samym, o  drugim człowieku. Nieszczęściem społecznym jest pozyskiwanie dóbr kłamstwem, to absolutnie obca Ewangelii myśl.

– Ludzie szukają dzisiaj „dobrych księży”, mówią nawet: „ludzkich księży”. Według Księdza Arcybiskupa, jaki to jest „dobry ksiądz”?

Ten, który obcuje w każdej chwili swego życia z Panem Bogiem i  autentycznie służy drugiemu człowiekowi. Ma czas dla Boga i ludzi. Jest z Nim i z nimi. To obcowanie dokonuje się poprzez modlitwę i pracę w  swoim środowisku. Kapłan musi sobie uświadomić, „jaki” Bóg jest jego Panem. Musi dojść do stwierdzenia, że jest to przede wszystkim Bóg Miłosierny w Jezusie Chrystusie, Ojciec wyrozumiały, ale i wymagający miłości, Bóg prawdy, ale i Bóg mojego pokornego poszukiwania. Jeżeli nauczę się z Nim rozmawiać, to On sam mi powie, że nie ma prawdziwego Boga bez relacji do stojącego obok człowieka. I to każdego człowieka, także tego grzeszącego, zagubionego. „Dobry ksiądz” zatem także i  dzisiaj staje się świadkiem obecności Boga wśród ludzi z nadzieją na ich zbawienie. A przy tym musi być świadkiem radosnym (to jest kryterium bardzo ważne!).

– Dzisiaj dość często spotykamy się z takimi postawami ludzi, którzy oddzielają wiarę od życia. Staje się to bardzo niebezpieczne.

To jest choroba naszych czasów. Ludzie mówią, że są wierzący w głębi serca, tak „dla siebie”, wieczorem przy pacierzu, ale nie chcą być nimi przy podejmowaniu życiowych decyzji. A to jest błąd. W hierarchię wartości powinna być wbudowana troska o obecność wiary, Ewangelii i prawdziwego Boga w życiu społecznym, politycznym, bez chęci manipulacji, panowania, ale z poczucia obowiązku i przywileju, jakim jest dawanie świadectwa, życia Prawdą Bożą.

– Parafia pw. Trójcy Przenajświętszej w Zambrowie – rodzinna parafia Księdza Arcybiskupa. Bardzo się zmieniła przez te 40 lat?

I parafia, i cały Zambrów. Cieszę się, że miasto ma obecnie trzy parafie, ale bardzo brakuje mi jeszcze kościołów filialnych.

– Wiem, że w archidiecezji przemyskiej dużo jest kościołów filialnych.

W archidiecezji przemyskiej nie ma ani jednej wioski, która by miała dalej do kościoła niż 3 kilometry. Na 800 tysięcy ludzi jest prawie 400 parafii i drugie tyle kościołów filialnych. Ludzie idą chętnie do kościoła, który sami z trudem zbudowli. Każda obecność na Mszy św. w  niedzielę lub w zwykły dzień to katecheza modlitewna, którą sprawia Duch Święty. Takiej okazji nie wolno marnować. Każda (większa) polska wioska powinna mieć kościół, gdzie utwierdzać się będzie wiara!

– Jest coś, co Ksiądz Arcybiskup przeniósł z diecezji łomżyńskiej do przemyskiej?

Wszystko to, co dziś ludziom daję, wziąłem albo z diecezji łomżyńskiej, albo z zielonogórsko-gorzowskiej, z rzymskiej lub teraz z przemyskiej. Chętnie wracam myślami do swojej rodzinnej parafii i diecezji. Tu kształtowało się moje powołanie, tu nauczyłem się żyć Bogiem, tu spotkałem swoich niezapomnianych nauczycieli. Tu tkwią korzenie mojej wiary i przeżycia wzorcowej miłości do Pana Boga, pobożności i ufności do Matki Najświętszej, tu przeżyłem pierwsze ważne wybory życiowe, które do dzisiaj żyją we mnie.

– Dotknijmy na zakończenie tematu ściśle społecznego: wybory do Parlamentu Europejskiego. Czym były dla Księdza Arcybiskupa?

Wybory były kolejnym etapem wychowania społeczno-politycznego, ćwiczeniem naszej odpowiedzialności. Myślę, że w procesie przygotowawczym do nich nie zrobiliśmy wszystkiego, co powinniśmy zrobić. To przygotowanie powinno być szersze, bardziej społeczne, dynamiczne. Przykre jest to, że dzisiaj w życiu politycznym liczy się partia, zapominany jest człowiek. Nikt nie pyta w czasie kampanii, czy kandydat do parlamentu przygotowany jest od strony fachowej i moralnej. Wystarcza tylko, że ma za sobą poparcie partii, piękne hasła i umie czynić obietnice. A przecież człowiek zasiadający w Parlamencie Europejskim ma pełnić funkcje społeczne, nie może patrzeć na swoje indywidualne tylko korzyści. Dzisiaj ta tendencja „interesu” przesuwa się z korzyści osobistych na korzyść konkretnej partii. To też jest fałszywy trop, który nie przyniesie wielkich korzyści naszej ojczyźnie. Trzeba dziś promować wartość pracy ofiarnej, dla dobra wspólnego, dla wszystkich.

– Co zatem mamy robić? Jak odnaleźć ludzi, którzy rzeczywiście byliby „ambasadorami” naszych polskich spraw za granicą?

Trzeba pracować i szukać kontaktów, wyławiać ludzi, którzy są przygotowani do pełnienia funkcji społecznych, potem być z nimi, rozmawiać i rozpoznawać, czy wierni są obietnicom. Musimy nauczyć się popierać ludzi mądrych, wrażliwych, pełnych inicjatyw społecznych, tych, którzy są uczciwi zawsze i wszędzie i żyją na co dzień prawdą.

– Ksiądz Arcybiskup nie boi się o Kościół w nowej europejskiej rzeczywistości?

Nie boję się o Kościół, bo siła Kościoła nie zależy od tych czy innych wyborów, takiej czy innej „światowej” czy „europejskiej” unii. Siła Kościoła tkwi zupełnie gdzie indziej, jest nią osobowa obecność Ducha Świętego – szukajmy jedności z Nim. Kościół musi przypominać zasady postępowania, których nauczył się od swego Nauczyciela, zaglądać do ludzkich sumień i formować je Ewangelią. Nie może mieć interesu z żadną partią, nie może utożsamiać się z jakąkolwiek partią. Kościół ma służyć każdemu. W tej służbie identyfikuje się z najsłabszymi, biednymi, głodnymi, więźniami, ale także z myślicielami, twórcami kultury oraz z  ludźmi interesów uczciwie realizowanych i dzięki ich doświadczeniom i  sukcesom wspiera rozwój postępu w świecie.

– Dziękuję serdecznie za rozmowę.

2017-12-17T17:10:00+00:00 27 września 2004|Wywiad|