Zmartwychwstanie Chrystusa umocnieniem wiary – homilia w Niedzielę Zmartwychwstania 2010

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, Przemyśl-katedra, 4 kwietnia 2010 r.

 

W wielkanocny poranek przyszliśmy, aby przeżyć szczególne spotkanie z Jezusem Zmartwychwstałym. Próżna byłaby nasza wiara, jeśliby zabrakło w niej tego ogniwa, które wiąże nas z Chrystusowym krzyżem. Zmartwychwstanie to fundament naszej wiary. Słowo Boże przekazało nam relację naocznych świadków, którzy także zmagali się z tym, co się wydarzyło. Nie spodziewali się, że to stanie się treścią ich nowej wiary, gdyż ta różniła się od tej, w jakiej dotąd żyli, a przecież i ta dawna wiara była objawiona, prawdziwa, przekazana ich ojcom. Czas, okoliczności i wydarzenia pokierowały więc wielu w niewłaściwą stronę, gdyż oczekiwali Mesjasza innego, triumfującego. Prawda Boża o zbawieniu okazała się tym, co przekracza ich oczekiwania i dawne obietnice. Zatrzymali się na jednym wymiarze starych objawień – ziemskim. Tymczasem wiara to droga do Bożej nieskończoności, obejmuje więc całą rzeczywistość człowieka: jego umysł i wolę, rzeczywistość ziemską i niebieską, do której każdy z nas mniej lub bardziej świadomie podąża.

Boży Syn przychodzi na ziemię, aby pokonać największego wroga, jakim jest szatan, który nie potrafi znieść tego, że człowiek jest wezwany do szczęścia, do ciągłego rozwoju, do świętości. Ukrzyżowany i zmartwychwstały Zbawiciel pokonuje go, a poprzez to pokonuje i mój grzech. I dlatego, jeżeli tu i teraz podczas mojego życia ziemskiego nie przygotuję się przez wiarę, aby moje serce, moje istnienie otworzyć na nieskończoność, to jej nie osiągnę. Wiem, że to trudne, ale prawdziwe. To jest prawda o roli wiary, to jest czysty, dynamiczny zakwas, o którym słyszeliśmy od św. Pawła. Na glebie wiary i na prawdzie powinniśmy więc budować nasze ludzkie, codzienne życie.

Świadkowie Zmartwychwstania mieli trudność z uwierzeniem. Chrystus, by ich przekonać, musiał z nimi jeść i pić. Otwarcie wyznał to Piotr: „Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. […] Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu” (Dz 10,37-38.40), dodając: „Wszyscy prorocy świadczą o tym, że każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów” (Dz 10,43). Oto i tajemnica zmartwychwstania: kto w Niego uwierzy, kto z Nim nawiąże wewnętrzny kontakt, odrodzi się, stanie się nowym człowiekiem, otrzyma odpuszczenie grzechów, wyzwoli się z niewoli swojego egoizmu, odzyska swoją godność, słowem: odzyska siebie takim, jakiego Bóg chce go mieć w najpiękniejszym wymiarze miłości. To propozycja dla naszego zmartwychwstania. To najpiękniejsze życzenia, które chciałbym sobie i wam złożyć: byśmy pokonywali siebie i zmartwychwstali do dobra, abyśmy kiedyś mogli jako zmartwychwstali oglądać Boga w wieczności.

Wskazania bezpośrednich świadków ujawniają nam jeszcze inny element wiary. Po przybiciu Jezusa do krzyża i po Jego pochówku, w sercach obecnych tam Apostołów i innych osób, które kochały Jezusa, zrodziła się niepewność. Lecz wówczas najwięcej trzeźwej miłości wykazały niewiasty. To one, słabe i skromne, czasami lękliwe i podejrzliwe, okazały największą wrażliwość i pobiegły do grobu. Przełamały lęk miłością. Nie lekceważmy miłości, nie lekceważmy wrażliwości, którą daruje nam nasze serce, bo to jest ważna droga do Pana Boga. Papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał, napisał książkę „W drodze do Jezusa Chrystusa”. Czytamy w niej: „Rozum ma nos z wosku. Jeżeli jesteśmy zręczni, to możemy go wykręcać w różnych kierunkach. Spotkanie z pięknem może stać się trafieniem strzały, która dotyka duszy i w ten sposób otwiera oczy i pozwala zrozumieć argumenty”. Tak, niekiedy rozum można nakierować przez piękno, ale do tego potrzeba delikatności, wrażliwości i ciepła, innymi słowy, wyczucia miłości. Dlatego nie lekceważmy jej w naszym życiu, nie lekceważmy też ducha wiary, który tworzy się przez wrażliwość na piękno i dobro. To są najcenniejsze wartości kultury naszego chrześcijańskiego życia, bo wiara posługuje się najdrobniejszymi strzałami, aby wydeptać miłości obok wielkich dróg, którymi chodzą ludzie współczesnego świata, choćby wąską ścieżkę.

Wiara to piękna perspektywa życia, na którą warto się otworzyć. Prawdziwa wiara powinna być wyznawana z radością. Niewiasty nie zatrzymały dla siebie wiadomości o zmartwychwstaniu. Chrystus im zaufał. „Idźcie – nakazał – i powiedzcie Apostołom” (por. Mt 28,10). Gdy to uczyniły, obudziły w Apostołach potrzebę spotkania ze Zmartwychwstałym. Dlatego mówmy: „Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał!”.

Dzisiaj próbuje się zepchnąć wiarę do sfery prywatności, a to droga fałszywa, bo nie taka jest postawa chrześcijan, którzy spotkali się ze Zmartwychwstałym. Wiara przecież objawia się przez jej głoszenie – wtedy staje się zaczynem prawdy i Bożej łaski, Bożej interwencji w świecie. Co więcej, żywa wiara prowadzić ma do odmiany życia. Wpływa bowiem na całe życie człowieka. Na jego relacje rodzinne, działania społeczne, ekonomiczne i polityczne. Niestety, zauważamy, że „władcy tego świata” lękają się dziś wyznawania wiary i nie dopuszczają jej do głosu w życiu publicznym. Konsekwencje? Choćby zmasowane ataki na człowieka, którego pragnie się ograniczyć w różnych sferach, także w wymiarze religii. Oto dominująca dziś ideologia – zniszczyć w nas Chrystusowe człowieczeństwo. Jej przykładem są niedawne wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który jednogłośnie wypowiada się przeciwko krzyżowi. Werdykt sędziów: nie wolno wieszać krzyża w miejscu publicznym. Ten wyrok to hańba! To wstyd, że pośród sędziów nie znalazł się nawet jeden sprawiedliwy, aby zaprotestować, a był tam przecież i przedstawiciel Polski… Innym wyrokiem ci sędziowie orzekają, że lekarze broniący prawa do życia dziecka poczętego popełniają przestępstwo; i nakazują im, aby dać prawo matce do zabicia dziecka. Niepokojące są te wyroki, bo naruszają wolność wyznania i łamią prawo naturalne. Powinniśmy się zatrwożyć, gdyż już nieraz widzieliśmy, do czego prowadzą takie sądy. Europa degraduje się dziś bardziej niż Sanhedryn, bo tam był jeden sprawiedliwy, Nikodem, który zaprotestował. Bracia i siostry, takie sądy to dramat naszych czasów, to brak odpowiedzialności za szerzenie kultury miłości, twórczego języka przyszłości naszego kontynentu.

Tymczasem w lutym tego roku, jak podały media, przewodniczący Niemieckiej Rady Islamu, Ali Kizilkaya, komentując dla dziennika „Die Welt” decyzję, by ze ścian Sądu Krajowego w Diisseldorfie zniknęły krzyże, powiedział, że „ponadtysiącletnia zachodnia tradycja zasługuje na to, by z szacunkiem podchodzić do jej symboli”. Po czym dodał: „Krzyż nie przeszkodzi przecież żadnemu sędziemu w wydawaniu wyroków zgodnych z niemieckim prawem”. Muzułmanom krzyż nie przeszkadza w Europie. A zatem komu przeszkadza? Przeszkadzał tym, którzy doprowadzili do II wojny światowej, do niespotykanego bestialstwa w ludzkich dziejach, do eksterminacji całych narodów; przeszkadza i dzisiaj – tym, którzy z wielkich salonów ateistycznej i ideologicznej „inteligencji” pragną nadać nowy kierunek chrześcijańskiej Europie, aby uczynić ją laicką, liberalną i modernistyczną. Wolną od wszelkich zasad.

Atakuje się dziś nie tylko religię. Atakuje się także rodzinę, podważając jej autorytet i bagatelizując jej rolę. Próbuje się dzisiaj wmówić młodym, że rodzinę można stworzyć w jednopłciowych związkach, że można odejść od praw natury, że poświęcenie ojca i matki i fakt stawiania przez nich wymagań dzieciom mogą być zakwestionowane przez rzecznika społecznego, który będzie miał prawo zmienić ich decyzje. Wmawia się także, że wierność małżeńska to stereotyp, że najlepsze lekarstwo na kryzys małżeński to 24-godzinny proces rozwodowy, że właściwy model rodziny to małżeństwo z jednym dzieckiem. Czy to nie są absurdy? Trzeba więc budzić sumienia i umysły młodych ludzi. Trzeba mówić im, że Polska umiera, gdy umiera miłość do kolejnego dziecka, gdy egoizm wkracza do naszych rodzin…

W tych dniach przeprowadzono wśród polskich maturzystów ankietę, w której zapytano ich o ideały i autorytety. Absolwenci liceów na pierwszym miejscu postawili osobę Jana Pawła II i rodzinę. Czyż dzisiejsi młodzi nie są bardziej myślący niż trybunały? Analizując dalej ankietę, zauważamy jeszcze jeden ciekawy szczegół. Otóż ci, którzy uważali za wzór Jana Pawła II i jako istotną wartość wskazywali rodzinę, mieli dużo wyższe oceny, lepsze wyniki w nauce. Wychowanie więc człowieka w ideałach, w zdrowej rodzinie, poprzez stawianie mu wymagań pomaga jego rozwojowi, pomaga w postępie intelektualnym, porządkuje we właściwy sposób jego emocje i pomaga w dojrzewaniu do prawdziwej, ofiarnej miłości.

2 kwietnia minęła 5. rocznica śmierci sługi Bożego Jana Pawła II. Prawie wszystkie media mówiły o tym wydarzeniu. Niepokojące są jednak opinie przedstawicieli katolickich elit. Niektórzy z nich twierdzą, że naród nasz nie wie, co głosił papież. Co więcej, że biskupi przestrzegając przed relatywizmem moralnym, nie znają nauczania Jana Pawła II. Co więcej, ludzie ci niepokoją się także tym, że Jan Paweł II miał pewną słabość: pozytywnie wypowiadał się o Radiu Maryja i Telewizji TRWAM. Czyż to nie absurd, dodatkowo ujawniający fakt upartyjnienia publicznych środków masowego przekazu? Czy to nie ukazuje, że dzisiaj zanika troska o kulturę narodową, o patriotyzm, o religijność? Dlatego dobrze, że katolicki naród cieszy się, iż ma swoje środki budzenia społecznej świadomości, że ma Radio Maryja i Telewizję TRWAM, że ma Radio Fara i inne diecezjalne stacje radiowe.

Analizując nasze czasy, możemy zauważyć jeszcze jedną rzecz: ludzie stają się coraz bardziej zniechęceni, bierni, pasywni. Dlaczego? Dlatego, że nasze państwo stało się polem realizacji interesów jednej partii i zamiast troszczyć się o wspólne dobro, upartyjniło się. To, co staje się dziś najważniejsze, o czym nie trzeba przekonywać, to nie państwowość, nie patriotyzm, nie wspólne dobro, a troska o własną partię.

Zbliżamy się do dnia wyborów samorządowych oraz wyboru prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Proszę was, bracia i siostry, przykładajcie ucho i serce do najbliższych wydarzeń i pytajcie siebie: Czy ubiegający się o urząd kandydaci kochają Polskę, kochają naród? Czy w ich sercach jest żywa troska o Polskę katolicką, wierną Chrystusowi? Czy nie wstydzą się takiej właśnie Polski? Czy zechcą wypromować Polskę, która do swego serca chce przygarnąć wszystkich Polaków, tych bogatych, ale i tych biednych? Wreszcie czy chcą, by Polska umiała przebaczać doznane historyczne krzywdy sąsiadom i tym, którzy nam na co dzień wyrządzają krzywdę?

Jan Paweł II mówił w 1987 roku w Krakowie: „Człowiek jest mocny, mocny świadomością celów, świadomością zadań, świadomością powinności, a także i świadomością tego, że jest miłowany”. Tak, człowiek jest umiłowany, nie jest sam – jest z nim Zmartwychwstały, który pokonał grzech i słabość. Umocnijmy zatem naszą wiarę w Chrystusa, który dzisiaj prawdziwie zmartwychwstał. Amen.

 

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-19T15:45:33+00:00 04 kwietnia 2010|Homilia|