Znaleźć Boga w drugim człowieku – homilia podczas Pasterki 2005

Przemyśl – katedra, 24/25 grudnia 2005 r.

 

1.

Szukanie Boga nie jest stratą czasu

Św. Bernard z Clairvaux żyjący w XII wieku mówił, że „jedyną rzeczą, która nie jest stratą czasu, jest poszukiwanie Boga, nawet jeśli On jest nieosiągalny”. Szukać Boga. Robić wszystko, żeby Go odnaleźć, to wielka przygoda człowieka. Przygoda życia. Św. Augustyn długi czas szedł drogą grzechu. Zszedł z tej drogi uwikłania w zło przy pomocy ludzi i Bożej łaski i doszedł do poznania Pana Boga. Odnalazł Go, nawrócił się i przyjął chrzest. Potem w Wyznaniach pisał: „Gdzież więc byłeś, Panie, w owych dniach? Jak daleko ode mnie? Błąkałem się daleko od Ciebie, odganiany nawet od omłotu, którym wieprze karmiłem. Jakże straszne były te stopnie, po których zstępowałem w głębiny piekła, trawiony gorączką, rozpaczą, że nie znam prawdy, […] szukałem nie według roztropności umysłu, jakim odróżniłeś mnie od zwierząt, lecz tylko według zmysłowego rozeznania. A Ty byłeś bardziej wewnątrz mnie niż to, co we mnie było najbardziej osobiste, a zarazem wyżej nade mną, niż mogłem myślą sięgnąć kiedykolwiek”. Tak, Pan Bóg jest bliżej człowieka niż niekiedy nam się wydaje, ale cały problem leży w tym, żeby to odkryć, przeżyć i by tego nie przegapić.

Pan Jezus jest wielkim darem Boga Ojca. Przychodzi do nas, żeby nam powiedzieć o Bogu. Po ludzku. Bóg bowiem chce nas zbawić w ludzkim środowisku, na ludzkich drogach. Jezus rodzi się – co dobrze wiemy – w Betlejem, w ubóstwie. Nie ma dla Niego miejsca w gospodzie, wśród innych ludzi. Ale to wybór Boga, gdyż On chce upodobnić się do najbiedniejszego, by przez to powiedzieć, że ubóstwo nie przekreśla nikogo, skoro stało się udziałem Bożego Syna. Betlejem – to realizm chrześcijańskiego życia. To chrześcijaństwo! Chrystus dzieli cierpienie i ból człowieka, dzieli jego nadzieję. Przychodzi, aby nam o tym wszystkim powiedzieć.

Bóg jest tak wielki, że może stać się dzieckiem. Nie uwłacza Mu to. Co więcej, tylko dziecko może powiedzieć do Boga: Ojcze! Ważną sprawą jest, byśmy odkryli Boga jako naszego Ojca, swojego Ojca, byśmy nawiązali autentyczny kontakt z Bogiem.

2.

Bóg przychodzi jako drugi człowiek, jako „ty”

Żyjący jeszcze Jean Vanier, Kanadyjczyk, oficer marynarki, profesor uniwersytetu, doktor filozofii, zostawił wszystko i poświęcił się najbiedniejszym, upośledzonym umysłowo ludziom. Można by powiedzieć, że odkrył ich wartość. Z myślą o tych ludziach założył wspólnoty „Arka”. W jednej z tych wspólnot sam mieszka i mówi o Bogu. Otóż Vanier poczynił interesujące obserwacje: odkrył, że tajemnica Wcielenia mówi o darze miłości ofiarowanym nam wszystkim. Czy słyszysz, bracie i siostro? Dzisiaj, patrząc na żłóbek, musisz to sobie uświadomić. Przyjmij tę prawdę – ofiarowano nam miłość. Zostaliśmy podniesieni do godności Bożych synów i córek. Co więcej, z Bogiem, który jest naszym Ojcem, łączy nas miłość! Możemy na nią odpowiedzieć. I to jest fascynujące.

Jak odpowiedzieć na to wyzwanie? Jan Paweł II nie wahał się mówić, że świętość jest jedyną drogą Kościoła, że świętość jest jedyną godną Boga odpowiedzią, jaką może dać człowiek. Jak stać się świętym? Przez miłość! Bo przez miłość człowiek staje się podobny do Boga.

A miłość według Chrystusa to pełnienie woli Ojca, to umiejętność przełamywania siebie i stawiania „ty” na miejscu własnego „ja”. Mówiąc jeszcze inaczej, miłość to gotowość do ciągłego potwierdzania słów: „Ty jesteś ważny, przed Tobą klękam, nie przed sobą”.

Pan Jezus poszedł najdalej jak mógł: stał się człowiekiem. Odsłonił nam Boga jako Ojca. Nazwał nas swoimi braćmi. To wielka tajemnica i wielka odpowiedzialność. Człowiek nie udźwignie tego inaczej, jak tylko dzięki miłości. Tylko dzięki miłości możemy zmierzyć się z powołaniem do tego, by być dzieckiem Bożym, by nieustannie upodabniać się do Boga, by być z Nim jedno. Tylko dzięki miłości możemy zdzierać z siebie skorupę grzechu, egoizmu, nieczystości, kłamstwa, tego wszystkiego, co jako ciężar staje na przeszkodzie, żeby z drugim człowiekiem, w którym także żyje Bóg, nawiązać autentyczny kontakt.

W Małym Księciu Saint-Exupery’ego, znanej i pięknej książce, napotykamy rozmowę o róży, w której Mały Książę był zakochany. Choć to tylko przypowiastka, zawiera wiele ludzkiej mądrości. „A oto mój sekret – powiada lis, z którym nasz bohater się zaprzyjaźnia. – Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Tak, bracia i siostry, dobrze widzi się nie tylko umysłem, oczyma, dobrze widzi się również sercem. Jeśli zabraknie widzenia sercem, nie będzie człowiek mógł widzieć w sposób pełny. Dlatego żona, która kocha męża, matka, która kocha dziecko, nie czeka, aż mąż czy dziecko przypomną jej o jakiejś może nawet drobnej potrzebie. Ona widzi potrzebę od razu i nim zostanie o cokolwiek poproszona, zrobi, co należy. Krótko mówiąc, widzenie sercem czyni piękniejszym nasze życie.

3.

Mieć czas to w istocie kochać

Posłuchajmy jeszcze autora Małego Księcia: „Twoja róża – czytamy – ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu”. Poświęcić czas. Relacja w twoim domu, w twojej rodzinie, z twoimi bliskimi jest dlatego tak dobra albo dlatego tak zła, że masz czas dla drugiego człowieka albo go nie masz. Czas to bowiem praktyczna droga do rozwoju widzenia i patrzenia sercem. Jeśli się nudzisz w towarzystwie tego, którego powinieneś kochać, dla którego powinieneś mieć czas, to zadrżyj, bo koniec waszej relacji jest bliski. I czeka cię samotność we dwoje. Dlatego miej czas dla bliskiej osoby, dla twoich dzieci, miej czas dla tych, których kochasz.

Maryja i Józef oddali się całkowicie Jezusowi, mieli dla Niego czas, ale i On potem będzie miał wiele czasu dla człowieka. I ma ten czas do dzisiaj. Wysłuchuje nas i gotów jest – wysłuchawszy wszystkich naszych skarg i oskarżeń -wszystko nam przebaczyć, gotów jest nawet nas odrodzić. To jest właśnie patrzenie sercem.

4.

Jacy jesteśmy?

Nowy Rok, który rozpoczniemy niebawem, i okres Bożego Narodzenia, który przeżywamy, to dla nas wszystkich ważny czas, ważny także dla Polski, naszej Ojczyzny. Nie tak dawno zdawaliśmy egzamin z kultury, kiedy odchodził do Pana nasz wielki rodak – Jan Paweł II. Świat zobaczył wówczas, jacy jesteśmy. Jesteśmy zaś lepsi niż myślimy, bo wrażliwi. Mimo wszystko zachowaliśmy wrażliwość na piękno, na miłość, na życzliwość drugiego człowieka. Mimo wszystko zachowaliśmy poczucie godności narodowej, dumy, gdy tak otwarcie utożsamialiśmy się z papieżem. W nim było coś z nas i widzieliśmy, że on to „coś” niesie po drogach świata, to „coś”, co wyniósł z polskiej ziemi. Spośród nas. To się dzisiaj w świecie liczy. Nasz naród nie jest do końca zepsuty, zły, jakby chcieli tego niektórzy. Świat nie jest do końca zepsuty.

Byliśmy potem świadkami innych wydarzeń. Miały miejsce parlamentarne wybory i naród intuicyjnie pokazał, że pragnie, chce innego świata, innego porządku. Pokazał, że jest zmęczony korupcją, kłamstwem, że chce zaufać innym ludziom. Potem zauważyliśmy, że część z tych ludzi, którym naród zaufał, niestety, zbytnio skoncentrowała się na sobie. Nie zdała egzaminu z miłości ofiarnej do Ojczyzny, do narodu.

Kultura życia religijnego i społecznego, kultura miłości, tej do siebie i tej do drugiego człowieka, do ojczyzny, do wartości uniwersalnych, jest dzisiaj światu bardzo potrzebna. Pamiętajmy, że realnych zmian w Polsce nie będziemy zawdzięczać partiom, ale mądrym i uczciwym ludziom. Tacy są we wszystkich partiach, we wszystkich grupach, tacy są we wszystkich zakątkach, lecz trzeba ich zauważyć, ocenić i docenić. Trzeba im pomagać, żeby dobro mogło się rozwijać. To zadanie na dzisiejsze czasy.

Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pobytu w Hiroszimie, snując rozważania na temat skutków bomby atomowej, stwierdził, że dawniej wojna niszczyła wioski, miasta, czasem nawet cały kraj, a teraz zagrożona jest cała ludzkość, cała planeta. „Pamiętanie o Hiroszimie – wołał papież – oznacza niedopuszczenie do wojny nuklearnej”. Przed katastrofą może nas uratować tylko potęga miłości, obudzone sumienia, przykładanie naszego życia do życia Jezusa, bo On jest naszym Nauczycielem. A uczy nas także miłość, którą okazuje nam, rodząc się w Betlejem, stając się dla nas człowiekiem.

Realizm chrześcijańskiej wiary, który widzimy w żłóbku, domaga się konkretu. Dlatego Bóg mówiąc o miłości, ofiarowuje swego Syna. Jezus mówiąc o miłości, daje swoje życie. Ponawia ten dar, stając się, chlebem na ołtarzu. Konkret wiary to konkret miłości.

To domaganie się konkretu w naszym życiu ciekawie ujął nieznany poeta:

Szukałem mojej duszy, ale nie mogłem jej znaleźć.
Szukałem mojego Boga, ale mi nie odpowiadał,
szukałem biednego człowieka i wraz z nim znalazłem wszystko.

Oto konkret chrześcijańskiej wiary i miłości. Znajdziesz Boga i duszę, i godność własną, i drogę rozwoju, jeśli zauważysz biednego człowieka, jeśli zauważysz, że komuś możesz pomóc. Jeśli zechcesz ofiarować swoją życzliwość drugiemu człowiekowi, to uratujesz własne człowieczeństwo, uratujesz swoją drogę do Boga i nadzieję zbawienia. Amen.

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-16T18:14:00+00:00 24 grudnia 2005|Homilia|