Żył obecnością Boga – wspomnienie o bp. Wilhelmie Plucie

Wiara Bpa Wilhelma Pluty była wiarą osadzoną w życiu i ożywianą codzienną modlitwą. Klęcznik, który został po nim w jego prywatnej kaplicy, jest wzruszającym świadectwem modlitwy Biskupa. Wytłoczone miejsca kolan i dłoni przypominają, że przez całe lata godzinami przebywał przed Panem i Zbawicielem. Tam w kaplicy, w rezydencji Bp Wilhelm czuł się najpewniej, najodważniej. Tam też prowadził swoich gości, bo wiedział, że znajdą tam Dar największy i znak chrześcijańskiej gościnności. Tam też jest najpewniejsze skrzyżowanie przyjaźni ludzkich, najtrwalsze ich zakorzenienie, jest siła nadprzyrodzona i możliwości, którymi w pierwszym rzędzie człowiek wierzący winien się dzielić.

Biskup żył obecnością Boga i jakże często wracał do tej myśli, że trzeba stale pamiętać o obecności Pana, że nasze chrześcijańskie życie trzeba wiązać z Bogiem i starać się przepajać łaską Bożą wszystkie codzienne trudy. Walczył o łaskę uświęcającą w sercu każdego człowieka. Po całej Polsce chodziło o nim powiedzenie, że o niczym innym nie pamięta, tylko o łasce uświęcającej, o świętości, do której zachęcał i którą ukazywał Ludowi Bożemu. Pamiętał o ostatecznym rozrachunku z Bogiem i nie dał się od tego nigdy odwieść. To było właśnie jego siłą.

W każdą podróż zabierał ze sobą kapelana i oleje święte. Przydały mu się w tej ostatniej godzinie. Jakby ją wyczuł. Całe życie gotował się na to spotkanie z Panem i dlatego poszedł przygotowany jak rzadko kto.

Już w pierwszym przemówieniu w dniu ingresu do Katedry gorzowskiej prosił o modlitwę: „… abym umiał po czasie, jak długo Bóg mi pozwoli przewodzić tą cząstką Kościoła Bożego daną mi jako zadanie na pracę apostolską, po spełnieniu tej pracy pójść do nieba”.

Wiara Biskupa Wilhelma pulsowała autentyczną miłością do Pana Jezusa, do Trójcy Przenajświętszej. Wiara, która nie bała się trudnych problemów. W książce „O życiu Bożym w człowieku” pisał m.in.: „Miłość ku Panu Bogu jest najistotniejszym czynnikiem życia chrześcijańskiego”. A więc nie mądrość, nie zasługi nawet, ale miłość ku Panu Bogu jest najważniejsza w budowaniu życia wewnętrznego. Miłość ku Bogu ma także walory poznawcze. Dziś wiadomo, że ku prawdzie trzeba iść i dochodzi się do niej całym sobą, całą duszą, a nie tylko rozumem. Miłość. Oto klucz do Boga.

Jego wiara była wiarą dziecięcą na wzór Matki Najświętszej. Zanim przyjechał do Gorzowa, odbył pielgrzymkę na Jasną Górę, do Piekar i do Rokitna. W Rokitnie po raz pierwszy ubrał się w szaty biskupie. Tak jak Boża Rodzicielka stała się stróżem największego daru, Chrystusa Zbawiciela, tak on stanął na straży wiary Chrystusa w naszej diecezji.

Jak wiadomo, kiedy przyjdzie nowy biskup, gromadzą się ludzie. Jedni, żeby zaoferować mu swoją współpracę, życzliwość, żeby przynieść mu swoje cierpienie, wesprzeć go. To jest wspaniałe otwarcie, znak solidarności z Kościołem. Są też ludzie, którzy przychodzą, aby podpatrzeć, wytknąć, oskarżać. W aktach biskupa Wilhelma czytamy, że doniesiono na niego, iż po Prymasie Wyszyńskim jest największym wrogiem polskiej rzeczywistości. Parę lat przygotowywano przeciwko niemu akt oskarżenia. Na szczęście nie doszło do procesu. Ktoś roztropnie wyciszył sprawę. Nie doszło do skandalu i uwięzienia. Biskup Wilhelm nie atakował nikogo. Bronił się i przypominał, że musi bronić prawdy. Nawet za cenę narażenia się na represje nie może przekreślić wierności Bogu, Kościołowi i tym ziemiom jako prawdziwy Polak. Kapłani wiernie stanęli obok niego. Miał w nich pociechę. Później nie wracał do tego wydarzenia. Nie zraził się do nikogo, nie potępiał. Miał wielkie doświadczenie i zdrowy patriotyzm. Kapłanom i Ludowi Bożemu przypominał, że tu jest nasze miejsce. Szedł tą linią, którą w sumieniu swoim uznał i której do końca chciał bronić.

Popatrzmy teraz przez chwilę na Biskupa Wilhelma jako na kapłana. Kapłanem nie staje się człowiek na godzinę, na osiem godzin dziennie. Kapłanem staje się na zawsze, na całą wieczność, biorąc odpowiedzialność nie tylko za grzechy własne, za wiarę i miłość we własnym sercu. Kapłan nie zbawia się sam. Do ołtarza nie idzie sam. On zawsze idzie ze swoim ludem: zawsze niesie grzech, biedę, upokorzenie, miłość i radości swojego ludu. On niesie także wdzięczność swojego ludu na ołtarz, by jednoczyć ich z Ojcem. To jest cel posługi kapłańskiej.

Tak swoje kapłaństwo rozumiał Biskup Wilhelm, który we wszelkiej możliwej formie ujawniał gorliwość swego serca.

[Z: Przypowieść o dobrym Pasterzu, „Aspekty” / 1991]
2019-03-12T21:56:27+00:00 12 marca 2019|Varia|